ALBAŃSKIE KLIMATY: od Durrës do Vlory - przeczytaj reportaż Elżbiety Wisławskiej

Elżbieta Wisławska

Artykul ukazał się w Gazecie Wyborczej, w dodatku Turystyka,
nr 13, GW 2006 nr 123. Mimo iz tekst liczy kilka lat, wciąz jest aktualny, dlatego polecamy go serdecznie.

 
Tak, wszyscy powinni tam pojechać. A przynajmniej ci, którzy wymieniają nazwę "Europa". To powinien być obrzęd inicjacyjny, ponieważ Albania jest podświadomością tego kontynentu - pisze Andrzej Stasiuk w "Jadąc do Babadag".

 O Albanii wiedziałam niewiele więcej ponad powszechnie znane stereotypy. Albanką z pochodzenia była Matka Teresa, koniak Skanderbeg kojarzył mi się z bohaterem narodowym, który powstrzymał nawałę turecką. Czytałam o Kazimierzu Mijalu, szefie kancelarii Bieruta, bo zaintrygowało mnie to, że (dobrowolnie) spędził w Albanii 18 lat. Śledziłam burzliwe podróże po Bałkanach pisarza Tomasza Teodora Jeża w charakterze emisariusza Towarzystwa Demokratycznego Polskiego - jego trzytomową powieść o Skandebergu pt. "O byt. Powieść historyczna na tle dziejów Albanii w XV wieku" wydaną w 1951 roku po polsku znalazłam w bibliotece muzeum w Kruji.

Odizolowany od reszty świata, biedny kraj, przez lata w okowach reżimu Envera Hodży, jeszcze niedawno dziesiąty z najgorszych krajów świata (na liście "Newsweeka") podnosi się z kolan. Chciałam to zobaczyć.

***

            Do szarych, skalistych brzegów Albanii przypłynęliśmy z Triestu promem "Malta". Trwający dobę rejs wzdłuż brzegów Adriatyku upłynął dość monotonnie, z wyjątkiem jedynego zabawnego zdarzenia. Zagadnięty przeze mnie Grek (tak się przedstawił) powiedział, że pochodzi z Macedonii. Na co ja: - O, tam urodził się Aleksander Wielki. Grek zrobił wielkie oczy i zapytał: - A kto to?

-          Jak to, nie wiesz? - zdziwiłam się. - Nie wiem, bo już 23 lata mieszkam w Szwajcarii - odpowiedział (do końca rejsu nazywaliśmy go Aleksandrem Wielkim).

W Durres, największym porcie Albanii, odprawa celna odbywa się w zapyziałym "kurniku". W wodach Adriatyku złomowisko wszystkiego, co kiedyś pływało, dookoła sterty śmieci. Wszędzie niewyobrażalny bałagan. Po drugiej stronie ulicy wyrastają wieżowce - place budowy zastawione są betoniarkami i koparkami.

Z ulgą opuszczamy pełen dziur plac portowy, by w godzinę później znaleźć się w komfortowym hotelu Skampa, jednym z setek na wybrzeżu na południe od Durres. Przy okazji przekonaliśmy się, że w tym kraju pojęcie odległości w kilometrach jest złudne - drogę należy przeliczać na godziny. Przyczyna jest prozaiczna: dróg nie ma, a jeśli są, to koszmarne (co kilka kilometrów kapliczki upamiętniają ofiary wypadków samochodowych). Nikt się nie przejmuje kodeksem drogowym, jeśli taki w ogóle istnieje. Na każdym kroku napis "lavazh" informuje, że jest tu myjnia samochodowa! Trzeba wyobraźni, by rozwalający się stołek i kilka metrów szlaucha podnieść do rangi myjni, zwłaszcza że wodę (i prąd) często się wyłącza.

***
            Ale wszystkie mankamenty giną wobec piękna tego kraju i charakteru jego mieszkańców. Albania zadziwia różnorodnością krajobrazu: pagórki porośnięte srebrnymi gajami oliwnymi, wzniesienia z lasami dębowo-bukowymi, bukowo-sosnowymi i śródziemnomorskimi piniami. Kilkaset metrów od hotelu stare kobiety w ciemnych sukniach i białych chustach na głowach pasą stada kóz i owiec. Winorośl ugina się pod ciężarem ogromnych fioletowych i zielonych kiści. Przy drodze na wzgórze rosną dorodne jeżyny, figi proszą o zerwanie, a granaty pysznią się różnymi odcieniami czerwieni.

Za pagórkiem, turkusem wody wabi duże oczko wodne, a czysta woda zachęca do kąpieli. Napotkani wieśniacy częstują nas owocami. Tak blisko szosy dudniącej samochodami, a wydaje się, jakby cywilizacja została daleko za nami. Piękno krajobrazu psują bunkry, pamiątka po dyktatorze Hodży. Są rozsiane wszędzie, niektórzy mówią, że jest ich nawet 800 tys.


***
            Bogactwem Albanii są ludzie: dumni, serdeczni i niesłychanie uczynni. Doświadczaliśmy tego na każdym kroku. W Durres przypadkowo spotkany choreograf zespołu tańca zaprosił nas do Pałacu Kultury, w którym młodzi ludzie tańczą, grają i śpiewają w rozmaitych zespołach. W ogromnym gabinecie przyjął nas sam dyrektor mówiący znakomicie po rosyjsku i angielsku. Panowie pokazali nam scenę i rekwizytornię, pozwolili buszować w garderobach i przymierzać stroje. Z dumą pokazali nam setki zdjęć, dyplomów i trofeów, jakimi nagradzane są zespoły z Durres na festiwalach krajów bałkańskich. Efektem tego spotkania był przyjazd zespołu do naszego hotelu, gdzie młodzież zaprezentowała tańce folklorystyczne i nowoczesne za przysłowiowe dziękuję.

Podczas mojej samotnej wyprawy do Berat poznałam dwie niezwykłe Albanki, dzięki którym przeżyłam magiczne godziny w cytadeli na szczycie miasteczka. Widząc, że przysiadłam na kamieniu, zmęczona 40-stopniowym upałem i stromym wejściem, zapytały, czy chcę się czegoś napić, a dopiero potem, skąd jestem. Gdy usłyszały, że z Polski, jedna z nich powiedziała: - I love Wisława Szymborska. Była to miejscowa nauczycielka i poetka Drita Braho. Towarzyszyła jej Sheko Dauti, pielęgniarka i gospodyni domu tuż za rogiem, do którego mnie zaprosiły. Sheko przygotowała poczęstunek na tarasie: orzeźwiający sok śliwkowy i herbatę z lukrecji. Z tarasu widoczny był Szczyt Partyzantów, "świętej" góry Tomorri, czczonej już w starożytności przez plemiona iliryjskie i Greków. Albanki opowiedziały mi legendę o dwóch olbrzymach walczących o dziewczynę z Berat. W wyniku odniesionych ran zmarli kolosi zamienili się w góry, a z łez dziewczyny opłakującej ich śmierć powstała rzeka Osum. Drita opowiadała o ciężkim losie kobiet albańskich, o trudach życia, o alkoholizmie męża (zaczęłyśmy płakać, a później śmiałyśmy się z siebie przez łzy). Potem wróciła do Szymborskiej i pochwaliła się, że ma w domu tomik jej poezji w tłumaczeniu na albański Qevqepa Kambo. Na koniec Sheko otworzyła przepastną komodę z haftowanymi przez siebie serwetami i kazała mi coś wybrać na pamiątkę.

Potem popędziłyśmy zwiedzać twierdzę, w której było kiedyś 14 kościołów i dwa meczety. Do dzisiaj pozostały nieliczne, w tym kościół św. Teodora z freskami i ikonami XVI-wiecznego artysty Onufrego. Jest tu ciekawe muzeum tego najsłynniejszego w Albanii malarza ikon. Jego malarstwo cechuje niezwykła kolorystyka i realizm, porównywany do mistrzów włoskich. Muzeum mieści się w kościele św. Marii zbudowanym na miejscu kościoła z X w. pod tym samym wezwaniem. Zobaczyłyśmy też położony poniżej twierdzy Czerwony Meczet wybudowany niegdyś dla tureckich kupców, XIII-wieczny mur wzmocniony sześcioma wieżami, przy którym stoją wielkie cysterny na wodę. W pobliżu jest malownicza cerkiew Świętej Trójcy pochodząca z przełomu XIII i XIV w. Zeszłyśmy do placu św. Konstantyna, gdzie dostrzegłam monumentalną rzeźbę głowy iliryjskiego herosa. Gdziekolwiek spojrzeć, świątynie różnych wyznań lub pozostałości po nich. Berat liczy ponad 2 tys. lat i należy do najstarszych miast Albanii. Już w IV w. p.n.e. był siedzibą władców iliryjskich Taulantów. W starożytności było kolonią grecką, w średniowieczu twierdzą bizantyjską, serbską i turecką.

Berat jest miastem-muzeum, nazywanym też miastem tysiąca okien, a to dlatego, że skupiska położonych tarasowo domów lśnią tysiącami szyb odbijających się w słońcu. Wszędzie są tablice informacyjne z napisami w językach albańskim i angielskim. W Muzeum Etnograficznym moją przewodniczką była doktorantka uniwersytetu w Ankarze, mieszkanka Berat.
***
            Na szlaku spotykaliśmy też rodaków. Henryk Barabanow, oficer na promie do Durres, na stałe mieszka w Trieście, ma żonę Albankę. Ciepło i z szacunkiem mówił o Albanii. Zachęcił nas do odwiedzenia ambasady polskiej w Tiranie, gdzie jest częstym gościem. Niestety, to była groteska, farsa i ogólnie klapa. Może dlatego, że nie było ambasadora i w zadbanym ogrodzie, pełnym śródziemnomorskich roślin, przyjął nas konsul. Jego ignorancja, niechęć do Albanii i jej mieszkańców były szokujące. Na wszystkie pytania odpowiadał: nie wiem, nie słyszałem, nie widziałem... Wyglądało na to, że został tu zesłany karnie (do Tirany przybył z placówki na Ukrainie). W Albanii jest osiem miesięcy. Czasem jeździ po Tiranie w maseczce, nie mieszka w ambasadzie (wynajmuje apartament), nigdzie nie był, bo to strata czasu. Ostrzeżeniem, żeby nikt się nie ważył zachorować i nie daj Boże iść do szpitala, bo żywy stamtąd nie wyjdzie, dobił nas ostatecznie. Na pytanie o kuchnię albańską grymas niesmaku mówił sam za siebie (nie odważyliśmy się pytać o szczegóły). Nikt w ambasadzie nie pomyślał, żeby w 40-stopniowym upale podać nam choćby szklaneczkę wody. Może warto byłoby albańską gościnność zaszczepić na gruncie ambasady polskiej?

 

***
            Albania to również zabytki pamiętające czasy Ilirów, najstarszej grupy ludności indoeuropejskiej zamieszkującej w pierwszej połowie I tysiąclecia p.n.e. zachodnią część Półwyspu Bałkańskiego pomiędzy Adriatykiem, Dunajem, Tracją i Grecją oraz Apulię. Samodzielne państwo Ilirów powstało w 380 r. p.n.e. (dzisiejsza Dalmacja, Albania i Bośnia). Ilirowie byli pionierami produkcji żelaza w Europie, zajmowali się także rolnictwem, hodowlą i rybołówstwem.

            W Durres, mieście w środkowej Albanii, którego bogata historia widoczna jest na każdym kroku, prowadzone są prace wykopaliskowe pod auspicjami UNESCO, które wiele obiecują. W 1966 r. podczas kopania studni w ogrodzie pod drzewem figowym zawaliła się ziemia, chwilę później zaczęły zapadać się okoliczne domy. Trzeba było ewakuować mieszkańców, ale znaleziono antyczny teatr. Turyści mogą oglądać tylko jego fragmenty, ale to wystarczy, by podziwiać sztukę inżynieryjną, szczególnie system kanalizacji i odwadniania obiektu. Można też obejrzeć kaplicę chrześcijańską z VI w. z przepięknymi, dobrze zachowanymi mozaikami.

Dzisiejsze Durres powstało w 627 r. p.n.e. jako kolonia grecka - wówczas nazywało się Epidamnos. Najeźdźcy rzymscy nazwali je Dyrrachium. Przedpola miasta, okolice Shkembi i Kavaje (tam mieliśmy bazę wypadową), były w 49 r. p.n.e. areną walk między wodzem rzymskim Pompejuszem Wielkim a Cezarem. Durres przeżywało czasy rozkwitu, a jego strategiczne położenie na via Egnatia, głównym szlaku handlowym świata śródziemnomorskiego prowadzącym z Rzymu przez Adriatyk do Konstantynopola, zapewniało mu znaczenie w świecie antycznym. Dzisiaj to najważniejszy port Albanii, z szerokimi ulicami, pięknym bulwarem, licznymi sklepami i knajpkami. Na górującym nad miastem wzgórzu stoi rezydencja marionetkowego króla Zogu sprawującego dyktatorskie rządy w latach 1925-39 (można ją oglądać tylko z zewnątrz).


***
            Apollonia, inne miasto na via Egnatia, którego początki sięgają 588 r. p.n.e., w starożytności była jednym z najbogatszych portów Adriatyku. Gdy zwiedzaliśmy teren wykopalisk, prace archeologiczne trwały w najlepsze. Przebogata historia miasta pozostawiła sporo zabytków, dotychczas odsłonięto tylko niewielką część. Monastyr Świętej Marii z czasów antycznych i cerkiew z czasów nowożytnych to jedne z piękniejszych budowli sakralnych w Albanii. W cerkwi okoliczni mieszkańcy biorą śluby i chrzczą dzieci, tutaj się modlą. Koniecznie trzeba zobaczyć Akropol, odeon i buleuterion (ratusz).

Zapamiętam też kelnera z kawiarenki na szczycie wzgórza, który złupił nas doszczętnie, gdy spragnieni i zmęczeni upałem zamówiliśmy piwo. Zrobił to z takim wdziękiem, że natychmiast mu wybaczyliśmy.

 

***

Jedziemy do Kruji, miasta, gdzie urodził się Jerzy Kastriota Epirota, znany jako Skanderbeg, bohater narodowy Albanii, który obronił swoją ojczyznę przed Turkami. Wolter dowodził, że Bizancjum przetrwałoby, gdyby miało takiego wodza. Dla Albańczyków stał się symbolem związków kultury albańskiej z Europą.

Albański Kraków, jak Polacy nazywają Kruję, leży w północno-zachodniej Albanii. Duch wodza przetrwał tu prawie 600 lat. Jego imię nosi plac, zamek i muzeum. W holu muzeum dominuje spiżowy pomnik bohatera, w dalszych salach olbrzymie współczesne freski przedstawiają sceny z jego życia. Są kopie miecza i hełmu w kształcie koziej głowy, które należały do Skanderbega. Podziwiamy zabytki związane z Ilirami, m.in. piękną rzeźbę królowej Teuty. W mieście na centralnym placu króluje spiżowy pomnik Skanderbega na koniu.

***

Na północ od Riwiery Albańskiej (wybrzeże Morza Jońskiego) leży Vlora, jedno z najpiękniejszych miast Albanii. Bogactwo przyniósł mu przemyt, eufemistycznie nazywany przez Albańczyków przedsiębiorczością. W czasach antycznych zwane Auloną, biło własną monetę, co było wyrazem potęgi gospodarczej i politycznej. Sławę miasto zawdzięcza wspaniałemu położeniu i śródziemnomorskiej roślinności. Na południe od Vlory Morze Jońskie graniczy z Adriatykiem. Zatokę Vlory od pełnego morza oddziela największa wyspa Albanii - Sazan (teren zamknięty, bo jest tam baza wojskowa).

Liczne bary i restauracje polecają albańską kuchnię: popularne byrki (francuskie ciasto z nadzieniem serowym lub warzywnym), dania rybne i sery. Szerokie aleje nadają miastu charakter zamożnego europejskiego kurortu. I tylko zapachy, nie zawsze przyjemne (studzienki ściekowe!), przypominają o niedogodnościach dnia codziennego.

Z Vlory chcemy jechać na przełęcz Llogary, skąd roztacza się podobno wspaniały widok na zatokę, ale autokar nie mieści się w niskim tunelu. Wycofujemy się przy akompaniamencie dźwięku klaksonów jadących za nami samochodów. Cóż, jeszcze jeden powód, by tu wrócić.

PS.   Jakiś czas temu dostałam przesyłkę: listy i tomik poezji Drity Braho z dedykacją: Dla Elżbiety - Urodził się dzień/tak jak ludzie się rodzą/ten jesienny dzień w moim mieście był jak spadająca gwiazda./Mam nadzieję, że wrócisz któregoś dnia, ponieważ życie samo w sobie jest opowieścią/będę błagała wielkiego Boga, by dał nam tę szansę raz jeszcze. Drita Braho, Berat 26.10.2005, Albania



Trochę cen (z września 2006)

•  1 euro = 125 leków (w hotelu), 122 (w kantorze)

•  espresso - 100 leków, cappuccino - 60, woda mineralna 1,5 l - 60, piwo tirana - 70, melon - 100, koniak Skanderbeg 0,70 l - 350, byrek – 40

•  bilety wstępu: Muzeum Narodowo-Historyczne w Tiranie - 200, wykopaliska w Apolonii - 500, Muzeum Onufrego w Berat - 200, twierdza w Berat - 50, Muzeum Etnograficzne w Berat - 100, Muzeum Skanderbega w Kruji – 200

•  autobus Durres - Berat -250 leków

•  prom Triest - Durres - 80 euro

•  hotel Skampa - doba 17 euro od osoby, hotele średniej klasy - 15-22 euro



Bunkry na przedmieściach Tirany
Foto: Sławomir Kamiński


Apollonia. Mozaiki w jednym z warsztataów
na terenie wykopalisk
Foto: Elżbieta Wisławska



Apollonia. Monastyr św. Marii
Foto: Elżebieta Wisławska
Towarzystwo Polsko-Albańskie
05-805 Otrębusy
ul. Spacerowa 17
 
Konto:

Towarzystwo Polsko-Albańskie
58 2130 0004 2001 0741 4378 0001
Volkswagen Bank Polska S.A.

 

Dziś49
W tygodniu217
W miesiącu685
Wszystkie197613

środa, 08 lipiec 2020
Our website is protected by DMC Firewall!