Z cyklu Polskie Losy - Danish Jukni i Danuta Kościuszko

Dorota Horodyska


WARIANT DANUTY


Za trumną Danuty biegł Filutek, a z nim szły tłumy mieszkańców Szkodry. Danutę Jukni-Kościuszko pochowano wśród cyprysów na zalanym słońcem cmentarzu. 1500 km od Polski i w 30 lat od przyjazdu do Albanii.
Pomnik zaprojektował Danish. Biała marmurowa płyta wyróżnia się spośród innych grobów na komunalnym cmentarzu. Na ścieżce pożółkły skrawek polskiej gazety. To Danish ją przyniósł. Aby Danuta miała coś polskiego.
*
W 1953 r. Danish przyjechał z Albanii do Krakowa studiować malarstwo. Był na trzecim roku Akademii Sztuk Pięknych, a Danuta na pierwszym roku medycyny, gdy się spotkali.
- Gdy poznałam ciebie, wszystko mi się odmieniło – powiedziała Danuta i wtedy chyba podjęła decyzję, by być zawsze tam, gdzie Danish.
Danuta urodziła się w 1935 roku w Kielcach. Matka umarła w czasie wojny, a ona razem z ojcem znalazła się w Niemczech na robotach. Po wojnie ojciec ożenił się powtórnie. Już dawno nie żyje. Przyrodni brat mieszka gdzieś we Francji, a macocha w RFN. O tym Danuta dowiedziała się kilkadziesiąt lat później, na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy otworzono granice i zaczęły do niej przychodzić listy ze świata. Jakby chciały nadrobić utracony czas.

*

W ich mieszkaniu w Szkodrze czas zatrzymał się 20 maja 1994 roku, w dniu, w którym Danuta odeszła na zawsze. Danish tylko wciąż zmienia kwiaty w wazonach. Danuta bardzo lubiła bukiety. Meble zaprojektowane przez Danisha. Białe z delikatnym czerwonym wzorem. Biało-czerwone. Torebka tam, gdzie ją po raz ostatni położyła. Danish wyciąga szuflady. Pokazuje dokumenty. Wszystkie ułożone w paczuszki, posegregowane.
- Ona wiedziała, że umrze. Uporządkowała je przed śmiercią.
Danish mówi cicho przepiękną polszczyzną:
- W naszym domu rozmawialiśmy tylko po polsku. Staraliśmy się zatrzymać tę Polskę, jak tylko można było. A przecież wtedy nic nie można było. Żadnych kontaktów, rozmów, listów. Bożego Narodzenia też nie było. Ale był zapach grzybów, barszczu, ryby. Były potrawy o polsko-albańskim smaku.

alt
Danish

Jego głos przeplata się z głosem Danuty. Danish pożyczył magnetowid i pokazuje film, który w 1992 roku zrobiła telewizja polska o szpitalu w Szkodrze i o Danucie. Ogląda go po raz pierwszy od trzech lat. Słucha głosu swojej żony. Głos Danuty – zdecydowany i spokojny – wędruje po mieszkaniu. Oczy spoglądają na Danisha. Silna, postawna kobieta. Krótko obcięte blond włosy.
- Chodziłam codziennie do szpitala, nie miałam nigdy świąt: praca, biblioteka. Starałam się żyć tak, aby nie zostać w tyle. Przyjechałam do Albanii za mężem. On był na trzecim roku, ja na pierwszym, gdy poznaliśmy się. Cztery lata byliśmy osobno. On w Albanii ja w Polsce. A potem w 1963 r. przyjechałam do męża...
Danish nie chce pokazywać swojej pracowni. Tam wszystko jest jak za Danuty. Tam Danuta umarła.
- Tak jej obiecałem.
- Postaram się utrzymać mieszkanie tak, jak ty zostawiłaś. Będę czekał aż wrócisz.

*

Danuta była inna. Od razu widać, że cudzoziemka. Inna była jej uroda i akcent oraz duma, która może drażnić. Była zbyt niezależna. Starannie dobierała przyjaciół Gdy kogoś nie lubiła, to do końca. Gdy coś się je nie podobało, była konsekwentna. Na znosiła na przykład tradycyjnych wieczornych spacerów.
- Po cóż mam iść, plotkować tylko, albo paradować w nowych ciuchach.
Wolała z Danishem pojechać rowerem do lasu lub nad jezioro. Albo, gdy mieszkali jeszcze w Tiranie, nad Adriatyk. Tak spędzali wolne chwile i wakacje. Danish i Danuta wystarczali sami dla siebie.
- Gdzieś kiedyś odnaleźliśmy się, by nigdy się już nie rozstać.
- Chyba urodziliśmy się nie w tym wieku co trzeba – mówili i oboje byli zgodni: „Tak, trochę za późno”.
Zazdroszczono im tej miłości. Dziwiono się, że nie mają dzieci. To do niczego niepodobne. I taka miłość do niczego jest niepodobna.
Równie niepojęta była jej troska o bezpańskie psy. Psy od zawsze wałęsały się po ulicy. Dopiero ta cudzoziemka je dostrzegła. Leczyła, karmiła. Kiedyś przyplątał się jeden. Sama żałość. Nazwali go „Vangog”, bo był rudawy. Potem były inne. Z połamanymi nogami, sparaliżowane. Dla nich zawsze był chleb i woda. Znalazły dom. A Filutek przywędrował na pogrzeb. Podczas Mszy siedział w oknie kaplicy i nie dał się wyrzucić.
Gdy inni wracali z pracy, Danuta jechała do pracy. Starym rowerem na koniec miasta. Nieraz dwa razy dziennie. Surowa i wymagająca wobec siebie i innych, nie znosiła ludzi niezdolnych, przeciętnych, bez wyobraźni.
- Przez całe życie nie dostosowałam się do tutejszej nieodpowiedzialności.
I od tej nieodpowiedzialności umarła.
W 1993 roku złamała nogę. Noga nie chciała się zrastać. Danuta pojechała do Tirany. Tam zrobiono jej operacje i czymś ją zakażono. Została sparaliżowana od pasa w dół. Męczyła się dwanaście dni.
Rozmawiali ze sobą. Przez dwanaście dni.
- Tak bardzo chciałam pojechać do Krajowa. Teraz ty pojedziesz sam.
- Po cóż mam jechać bez ciebie. To nie ma sensu.
W 1992 roku Danuta otrzymała polski paszport. Zaproszono ją wówczas do ambasady. Wręczono uroczyście. Na lato 1994 roku zaplanowali podróż do Polski. Po raz pierwszy od trzydziestu lat.
- To najlepsza pora. Tam latem nie jest tak gorąco, jak tutaj.

*

Niedługo po przyjeździe do Albanii zainteresowała się Danuta służba bezpieczeństwa: „Co tutaj robi ta obca?” Mieszkali wówczas w Tiranie. Zaczęły się naciski, aby wyjechała. Tak, jak wyjeżdżały inne żony-cudzoziemki.
- Jestem razem z Danishem. Nie pozostawię męża. Nie wyjadę z Albanii.
Zaczęły się szykany. Danisha prześladowano za twórczość. Dopatrzono się obcych realizmowi socjalistycznemu wpływów w jego malarstwie. Ale główną przyczyną była Danuta. Przez nią stał się podejrzany. Niepewny. Danutę atakowano za „obcość”. Za polskość.
Bo Polska była najbardziej niebezpieczna. Stamtąd płynęło największe zagrożenie. Studenci albańscy wracali z Polski odmienieni. Nałykali się demokracji. Za dużo chcieli i wiedzieli. Różnili się od tych ze Związku Radzieckiego i Czechosłowacji. Byli zbyt niezależni, za bardzo twórczy. Niepokorni. Wiedziano: „Ci z Polski są najgorsi”.

alt
Danish Jukni, Studentka, olej

W 1976 r. zmuszono ich do wyjazdu do Shkodry. W Tiranie Danish był szefem Katedry Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych, w Shkodrze – nauczycielem wychowania plastycznego w szkole podstawowej. W Tiranie odebrano im piękne mieszkanie. W Shkodrze najpierw mieszkali pół roku w hotelu. Później otrzymali pomieszczenie na peryferiach w brzydkim domu bez wygód. Danuta pracowała jak mężczyzna, by je jakoś przystosować. Szpital Danuty znajdował się na przeciwległym krańcu miasta.
- Jesteśmy razem, będziemy walczyć o siebie. Spokój, wygody – tylko tyle, ile można mieć.
Początkowo Danuta nie miała obywatelstwa albańskiego. Tak było bezpieczniej. Obce obywatelstwo jakoś jednak chroniło. Otrzymała specjalny dokument dla cudzoziemców, co oznaczało, że za każdym razem, gdy chcieli jechać do drugiego miasta, musieli starać się o przepustkę.
Przez 15 lat Danuta miała obywatelstwo polskie, ale przez 15 lat nie wolno jej było pójść do polskiej ambasady, ani nawet zatrzymać przy ogrodzeniu. Byłoby to równoznaczne z oskarżeniem o szpiegostwo. A za to groziło wieloletnie więzienie, a nawet śmierć.
Kiedyś przyjaciele zapytali Danutę: „Dlaczego przyjechałaś i zostałaś w tej „dziurze Europy”? Widzisz przecież, co się tu dzieje.
Odpowiedziała: Miałam dwa warianty. Albo zostawić Polskę, albo Danisha. Wybrałam Danisha.

*

Danuta była niezwykle cenionym pediatrą. Znano ją doskonale i w Tiranie, i w Szkodrze. Gdy w Tiranie słyszano, że przychodzi pacjent z „polecenia Danuty”, otwierały się przed nim wszystkie szpitale. Danuta miała „kliniczne oko”. Spojrzała i wiedziała. Nie myliła się. Ale wiedzy wciąż było dla niej za mało. Przesiadywała w bibliotekach. Czytała fachowe czasopisma po niemiecku, włosku, francusku, angielsku. Niemieckiego nauczyła się podczas wojny. Pozostałych języków – w Albanii.
Przez całe życie pracowała na intensywnej terapii. Przywożono do szpitala dzieci ze wsi, z gór. Często w beznadziejnym stanie:; zapalenie opon mózgowych, biegunki, zaburzenia oddechu. Danuta robiła, co mogła. Dyżury nocne brała dwa razy w tygodniu. Później, gdy dzieci były już w domu, zaglądała do nich kilka razy dziennie.
Danuta uratowała tysiące dzieci przed śmiercią. A wówczas śmiertelność w Szkodrze była ogromna – 10%.
- Wtedy nie byliśmy w stanie ocenić jej jak należy. Była pediatrą nowoczesnym. Jednym z najlepszych w Albanii. Może nawet najlepszym. W innym kraju uważano by ją za wybitnego lekarza. W warunkach albańskich było tak, jak było.
Była zawiść. Zazdroszczono jej profesjonalizmu, zaufania rodziców, popularności. Obca im była jej obowiązkowość, dokładność. I gnębiono ją tak, jak potrafią gnębić mali ludzie – małym i większym dokuczaniem, ale tak, by poczuła i zapamiętała. Za wszystko. Za zbyt wysoko uniesioną głowę, za niezależność, za inność.
Ale była też wdzięczność rodziców, którym uratowała dzieci. Później wdzięczność dorosłych już dzieci, gdy leczyła ich własne dzieci.
Oni wszyscy ją żegnali. Tysiące ludzi. Msza trwała bardzo długo. Dzieci śpiewały. Wszyscy śpiewali.
Pozostał podziw dla tej surowej, mądrej kobiety.
I szacunek. Za odwagę i niezłomność.
Taki polski ślad zostawiła w Albanii Danuta Jukni. Z domu Kościuszko.

*

Danisch nie przyjedzie do Polski. Albańskie Ministerstwo Kultury proponowało mu udział w wystawach. Odmówił.
- Nie chcę do Polski sam.


EPILOG

Danish zmarł w 2003 roku. Na raka kości. Przed śmiercią bardzo cierpiał.
A może my, jeśli zawędrujemy kiedyś do Szkodry, złożylibyśmy kwiaty na ich grobie?

Tekst ukazał się w Tygodniku Powszechnym 18 sierpnia 1996 roku.

Biogram Danisha zobacz:
pl.wikipedia.org/wiki/Danish_Jukniu
Towarzystwo Polsko-Albańskie
05-805 Otrębusy
ul. Spacerowa 17
 
Konto:

Towarzystwo Polsko-Albańskie
58 2130 0004 2001 0741 4378 0001
Volkswagen Bank Polska S.A.

 

Dziś42
W tygodniu561
W miesiącu4066
Wszystkie131515

środa, 16, styczeń 2019
Our website is protected by DMC Firewall!